czwartek, 5 września 2013

Rozdział XV

~~Ian~~
Wziąłem ciuchy i pobiegłem za nią. Niestety spóźniłem się. Straciłem ją z oczu. Zdecydowałem się pojechać do jej przyjaciółek.
- Cześć. Nie ma tu Lily? - zapytałem zdyszany i zmartwiony
- Nie ma. Co się stało? - Cass 
- Nic. Jakby się pojawiła dajcie znać ok?
- Okej. - odszedłem do drzwi i myślałem gdzie jeszcze może się podziać. Chłopaki. Zawróciłem i poszedłem do ich domu. Zadzwoniłem. W myślach miałem tylko jedno. Proszę niech ona tam będzie. Drzwi otworzył mi Harry. Zmierzył mnie wzrokiem.
- Czego chcesz? - zapytał chłodno 
- Lily jest tutaj?
- Nie. Czemu miałaby być? Coś Ty jej zrobił?
- Nic. Wybiegła z mojego domu. Nie wiem gdzie. - po chwili namysłu olśniło mnie - Las! - krzyknąłem i chciałem już iść.
- Nie. Ty tu zostajesz na wypadek gdyby przyszła. Ja pójdę - wszedłem do środka, a chłopak wybiegł z domu i udał się w stronę lasu. Co ja narobiłem. 

~~Harry~~
Zabije sukinsyna. Jak on mógł ją skrzywdzić. Co z tymi fotografami jest nie tak. Znalazłem się w lesie. Nie było słychać nic. Tylko sowę siedzącą na drzewie i wydającą swoje dźwięki. Szedłem jeszcze kawałek i zacząłem wołać ją.
- Lily! Słyszysz mnie? Lily! - nic nie dawało. Mimo to nie przestawałem jej szukać. Choćbym miał spędzić tutaj całą noc,. znajdę ją. - Lily! - ponownie wołałem jej imię. 

~~Lily~~
Zgubiłam się. Siedziałam na jakimś zimnym kamieniu i w dodatku jest zimno i łzy zamazują widoczność. Nagle usłyszałam głos, który woła moje imię. 
- Harry!! Tu jestem. Pomóż mi.
- Spokojnie. Już idę. - usłyszał i już nie wołał. Zaraz stąd pójdę. 
- Gdzie jesteś?! 
- Niedaleko. Czekaj tam na mnie - ruszyłam w stronę usłyszanych dźwięków. Wpadłam na kogoś, lecz to nie był Loczek, tylko jakiś napity facet. Przestraszyłam się i zaczęłam znowu biec, ale facet był szybszy i mnie złapał
- Teraz się zabawimy mała suko - chciał rozpiąć moją koszulę. Wyrywałam się, ale to nic nie dało, ponieważ był większy i silniejszy. Udało mu się to. Zabrał się za spodnie. Krzyczałam, żeby ktoś mi pomógł, lecz na nic. Harry'ego też nie słychać.

~~Harry~~
Doszedłem do miejsca, gdzie słyszałem dźwięki. Nie było tam jej. Niedaleko było słychać jej jęki przerażenia. Podszedłem tam i to co zobaczyłem zamurowało mnie. Otrząsnąłem się i zrzuciłem z niej tego obrzydliwego żula i podniosłem ją.
- O proszę. Masz obrońcę. - uderzył mnie w brzuch - Szkoda, że takiego słabego - wyprostowałem się i z pieści uderzyłem go w nos. Wyciągną coś z kieszeni i pchnął mnie tym w brzuch. Uciekł.
- Harry. Musimy się stąd wydostać i jechać do szpitala. - Lili była przerażona. Cała trzęsła się z zimna. Podniosła mnie i zarzuciła moją lewą rękę na plecy. Po jakimś czasie wydostaliśmy się i złapaliśmy jakiś samochód, który zawiózł nas do szpitala. Na miejscu pielęgniarki się mną zajęły, a dziewczyna zadzwoniła poinformować resztę. Wszedłem do sali gdzie lekarz mnie opatrzył.
- Rana nie jest poważna, więc nie trzeba operować. Założymy panu opatrunek i może jechać pan do domu. - wyciągnął bandaż, gazę i coś do oczyszczenia ran. Zabieg trwał ok. 20 minut - Proszę za tydzień przyjść na wizytę kontrolną.
- Dobrze. Mogę już iść? - zapytałem. Lekarz pokiwał głową i opuściłem salę. Wszyscy już tam byli. Rzucili się na mnie, jakby stało się coś poważnego. Lily się we mnie wtuliła jak w misia. 
- Dobrze że nic Ci nie jest. Dziękuję.
- Co się stało? - zapytałem już u niej w domu
- Ian mnie zdradził z Melissą. 
- Już jest dobrze. Co masz zamiar teraz zrobić.
- Wyjadę z miasta. Muszę sobie wszystko poukładać. 
- Rozumiem, ale pamiętaj że tutaj jest Twoje miejsce. Przy mnie i przy przyjaciołach. 
- Nie zapomnę. Dziękuję, że jesteś.

~~Cassie~~
Kiedy dowiedziałyśmy się o zdarzeniu natychmiast pojechałyśmy do Lily. Hazz właśnie opuszczał jej mieszkanie, a my poszłyśmy do jej pokoju. Nic nie mówiąc przytuliłyśmy ją. 
- Więc teraz we trzy jesteśmy wole.
- Jak to? Wy też?
- No tak. Liam mnie zdradził, a Chels z Niall'em się pokłócili.
- No to się porobiło. 
- Mam pomysł. Mój szef zaproponował mi pracę w New York'u. Co wy na to, żebyśmy wybrały się tam wszystkie trzy?
- Ja mogę jechać. 
- Ja też. Niech Liam zatęskni. To kiedy wyjazd?
- Nie wiadomo. Szef ma zadzwonić 15 minut wcześnie Pakować się - krzyknęła. Pomogłyśmy Lily w pakowaniu, a następnie pojechałyśmy do  mnie. Także pomogły mi się spakować. Zostałam sama w domu, bo dziewczyny pojechały do siebie. 

~Rano~
~~Chelsea~~
Zadzwoniłam do szefa.
- Witam szefie. Mam takie pytanie.
- Słucham
- Czy mogę zabrać dwie przyjaciółki ze sobą?
- Nie ma problemu. Już bukuję bilety. Do zobaczenia wieczorem. - rozłączył się. Wzięłam z szafy ubrania i poszłam się wykąpać. Zjadłam śniadanie i poszłam otworzyć drzwi. Wpuściłam Cass i Lily. 10 minut później zadzwonił szef i poinformował nas, że za piętnaście minut mamy być gotowe. Wystawiłyśmy walizki przed dom, a Lily zadzwoniła pożegnać z chłopcami. Kidy pan Evans podjechał wsiadłyśmy i ruszyliśmy na lotnisko. Poszłam po coś do picia. Kiedy wróciłam zobaczyłam chłopaków żegnających się z dziewczynami. Podeszłam do nich i też się pożegnałam. Niall nawet na mnie nie spojrzał. No cóż, trudno. 
- Dziewczyny musimy już iść do samolotu - podniosłyśmy walizki i ostatni raz się odwróciłyśmy żeby im pomachać. Po chwili siedziałyśmy już wygodnie w fotelach, a samolot wzbijał się coraz wyżej. Podziwiałyśmy piękne widoki. 
- Podać coś? - podeszła do nas stewardessa. 
- 3 wody prosimy - podała nam i poszła dalej. - Nie wierzę, że jadę spełniać moje życiowe marzenia - nadal nie dowierzałam. Lubię podróżować. Gadałyśmy tak długo, aż w końcu zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz