niedziela, 15 września 2013

Rozdział XVI

Obudziła mnie stewardessa.  Wzięłam bagaż podręczny i zaczęłam szukać dziewczyn. Znalazłam je przy reszcie bagażu. Wyszłyśmy z lotniska i złapałyśmy taksówkę, która zawiozła nas do hotelu.

~~Cassie~~
Weszłyśmy do pokoju i od razu zaczęłyśmy się wypakowywać. W łazience rozstawiłyśmy nasze kosmetyki i położyłyśmy się na łóżkach. Nasz wypoczynek nie trwał jednak długo, bo do drzwi ktoś zapukał. Podeszłam otworzyć. 
- Witam dziewczęta. To jak gotowa do swojej pracy? - do pokoju wszedł szef Chels.
- Przez całe swoje życie byłam gotowa - odpowiedziała z uśmiechem od ucha do ucha. - ale dziewczyny też idą?
- Twój wybór. Za 20 minut przed hotelem - wyszedł, a ja zamknęłam drzwi.Wyjęłam świeże ubrania z szafy, dziewczyny też. Po 10 minutach miałam na sobie to, Chels to i Lily to. Szybko pomalowałyśmy się i wyszłyśmy przed hotel gdzie czekał już na nas pan Evans. Otworzył nam drzwi od samochodu po czym wszyscy wsiedliśmy i ruszyliśmy. Po przybyciu na wyznaczone miejsce weszliśmy do wielkiego budynku. Szliśmy długim korytarzem, aż znaleźliśmy się w gabinecie szefa. Chels zajęła miejsce przed biurkiem, a my usiadłyśmy z boku i przyglądałyśmy się jak wypełnia podanie. 
- Poczekajcie tu chwilę - wyszedł z biura i gdzieś poszedł. 
- Strasznie mi się tu podoba. - Chels
- Jak załatwisz tą sprawę to idziemy pozwiedzać 
- Lily ma racje. Czas podbić New York. 
- Jestem - wrócił. - Zostajesz przyjęta na 3 miesiące. Praca jest legalna. Możesz już iść do domu, lecz jutro widzimy się o 6. Resztę dowiesz się jutro. Do zobaczenia - pożegnałyśmy się i wyszłyśmy z budynku. 
- To gdzie idziemy? - zapytałam
- Taras widokowy Top of the Rock - krzyknęła Chels.

~~Liam~~
Tęsknie za nią. Po co ja głupi dałem się wrobić w ten zakichany związek. Pieprzony Modest. Koniec z tym. Trzeba to iść wyjaśnić. Albo nie, bo to nic nie da. 
- Niall! - zawołałem chłopaka po czym zjawił się niemalże natychmiast 
- Co jest? 
- Na ile Chels wyjechała?
- Na 3 miesiące - posmutniał. Ja również
- To lipa - do kuchni wszedł Hazza także przygnębiony.
- A Tobie co? 
- Tęsknie za Lily
- A ja za Chels
- Ja za Cassie. Wiem! może pojedziemy do New York'u?
- Nie wiemy nawet gdzie to dokładnie jest - Hazza
- No racje. Trzeba poczekać te 3 miesiące - Niall
- Co to za kółko smutaczy? - Lou wszedł do kuchni.
- Wcale nie. Po prostu tęsknimy. - odpowiedziałem
- Idziemy się rozerwać. Mała impreza. - kazał nam iść się przygotować. Ubrałem luźnie ubrania i dołączyłem do chłopaków. 

~~Lily~~
Zmęczone zwiedzaniem wróciłyśmy do hotelu. Każda z nas chciała się wykąpać więc ustąpiłam kolejki. Po wykąpaniu odpłynęłam w krainę Morfeusza.
 ~Rano~
 Obudził mnie budzik Chels. Podniosłam głowę z poduszki i spojrzałam czy Chelsi wstała. Przeciągnęła się i wyjęła czyste ubrania z szafy, a następnie ruszyła do łazienki. Nic więcej nie pamiętam bo moja głowa opadła bezwładnie na poduszkę, a ciężkie powieki zamknęły się. 

~~Cassie~~
Równo o godzinie 12 zadzwonił budzik na znak, że pora wstać. Podeszłam do szafy i wyszperałam jakieś ubrania. Wykąpałam się i je założyłam. Po wyjściu z łazienki widziałam, że śpioch jeszcze śpi. Po cichu podeszłam do jej łóżka i perfidnie ściągnęłam kołdrę. Wkurzona spojrzała na mnie.
- Czy nie można pospać w spokoju?! Najpierw budzik a teraz Ty.- wyszła z łóżka i na szybko wyciągnęła ciuchy i zniknęła za drzwiami łazienki.. Hahah zawsze się wkurza jak jej ściągam kołdrę. Kiedy wyszła poszłyśmy do sklepu.

~Miesiąc później~
~~Zayn~~
Jutro ślub mój i Perrie, a chłopcy nadal nie w humorze. Oby dziewczyny przyjechały, bo tak dłużej być nie może. 
- Jutro wielki dzień. Gotowy na to wydarzenie? - zapytał siedzący obok Lou.
- Od miesiąca czekam na to. - uśmiechałem się jak głupi do sera. 
- To idziemy na przymiarkę garnituru? 
- Tak. - zawołałem jeszcze tylko resztę i poszliśmy na miasto. Po długich poszukiwaniach znalazłem odpowiedni garnitur dla siebie, a chłopcy dla siebie. Pojechaliśmy do domu.

~~Perrie~~
Ktoś zadzwonił do drzwi. Wstałam otworzyć i nie mogłam uwierzyć.
- Nawet nie wiecie jak się cieszę, że jesteście - przytuliłam dziewczyny.
- My też się cieszymy - powiedziała Cassie. 
- Właśnie miałam jechać po suknie ślubną. Chciałybyście się wybrać?
- No jasne. Też musimy sobie kupić sukienki. Wzięłam klucze do ręki i wyszłyśmy z domu. Na mieście obeszłyśmy chyba każdy sklep i nic nie znalazłyśmy. Zostały jeszcze dwa. Weszłyśmy do salonu sukien ślubnych. Każdą przymierzyłam. Jedna szczególnie mi się spodobała. Przymierzyłam i leżała idealnie. Zapłaciłam za nią i poszłyśmy do ostatniego sklepu w poszukiwaniu sukienek dla dziewczyn. Cassie wybrała i taką maskę, Lily i taką maskę i Chelsi i taką maskę. Nie jest to zwykły ślub. Jest to taki przebierany. Wróciłyśmy do domu i Chelsi zaczęła opowiadać jak jest w New York'u. 
- To miałyście tam ciekawie.
- Miałyśmy. Wracamy tam zaraz po waszym ślubie. Szkoda, że nie chcecie tam pojechać w podróż poślubną.
- Jeszcze nie mamy miejsca gdzie jedziemy.

~Następny dzień~
~~Lily~~
Dzisiaj czuję się wyjątkowo dobrze. Obudziłam resztę dziewczyn i zaczęłyśmy się przygotowywać. Ślub na 12, a jest 9:30. Szybko się umyłyśmy i ubrałyśmy w nasze suknie oraz maski. Po dwóch godzinach znalazłyśmy się u Pezz. Wyglądała prześlicznie. Pomogłyśmy jej zrobić fryzurę i  pojechałyśmy do kościoła. Dobrze, że chłopcy są w środku i nic nie wiedzą o naszym przyjeździe.


-----------------------------
Wybaczcie że taki krótki. Nie mam weny ostatnio ; c

czwartek, 5 września 2013

Rozdział XV

~~Ian~~
Wziąłem ciuchy i pobiegłem za nią. Niestety spóźniłem się. Straciłem ją z oczu. Zdecydowałem się pojechać do jej przyjaciółek.
- Cześć. Nie ma tu Lily? - zapytałem zdyszany i zmartwiony
- Nie ma. Co się stało? - Cass 
- Nic. Jakby się pojawiła dajcie znać ok?
- Okej. - odszedłem do drzwi i myślałem gdzie jeszcze może się podziać. Chłopaki. Zawróciłem i poszedłem do ich domu. Zadzwoniłem. W myślach miałem tylko jedno. Proszę niech ona tam będzie. Drzwi otworzył mi Harry. Zmierzył mnie wzrokiem.
- Czego chcesz? - zapytał chłodno 
- Lily jest tutaj?
- Nie. Czemu miałaby być? Coś Ty jej zrobił?
- Nic. Wybiegła z mojego domu. Nie wiem gdzie. - po chwili namysłu olśniło mnie - Las! - krzyknąłem i chciałem już iść.
- Nie. Ty tu zostajesz na wypadek gdyby przyszła. Ja pójdę - wszedłem do środka, a chłopak wybiegł z domu i udał się w stronę lasu. Co ja narobiłem. 

~~Harry~~
Zabije sukinsyna. Jak on mógł ją skrzywdzić. Co z tymi fotografami jest nie tak. Znalazłem się w lesie. Nie było słychać nic. Tylko sowę siedzącą na drzewie i wydającą swoje dźwięki. Szedłem jeszcze kawałek i zacząłem wołać ją.
- Lily! Słyszysz mnie? Lily! - nic nie dawało. Mimo to nie przestawałem jej szukać. Choćbym miał spędzić tutaj całą noc,. znajdę ją. - Lily! - ponownie wołałem jej imię. 

~~Lily~~
Zgubiłam się. Siedziałam na jakimś zimnym kamieniu i w dodatku jest zimno i łzy zamazują widoczność. Nagle usłyszałam głos, który woła moje imię. 
- Harry!! Tu jestem. Pomóż mi.
- Spokojnie. Już idę. - usłyszał i już nie wołał. Zaraz stąd pójdę. 
- Gdzie jesteś?! 
- Niedaleko. Czekaj tam na mnie - ruszyłam w stronę usłyszanych dźwięków. Wpadłam na kogoś, lecz to nie był Loczek, tylko jakiś napity facet. Przestraszyłam się i zaczęłam znowu biec, ale facet był szybszy i mnie złapał
- Teraz się zabawimy mała suko - chciał rozpiąć moją koszulę. Wyrywałam się, ale to nic nie dało, ponieważ był większy i silniejszy. Udało mu się to. Zabrał się za spodnie. Krzyczałam, żeby ktoś mi pomógł, lecz na nic. Harry'ego też nie słychać.

~~Harry~~
Doszedłem do miejsca, gdzie słyszałem dźwięki. Nie było tam jej. Niedaleko było słychać jej jęki przerażenia. Podszedłem tam i to co zobaczyłem zamurowało mnie. Otrząsnąłem się i zrzuciłem z niej tego obrzydliwego żula i podniosłem ją.
- O proszę. Masz obrońcę. - uderzył mnie w brzuch - Szkoda, że takiego słabego - wyprostowałem się i z pieści uderzyłem go w nos. Wyciągną coś z kieszeni i pchnął mnie tym w brzuch. Uciekł.
- Harry. Musimy się stąd wydostać i jechać do szpitala. - Lili była przerażona. Cała trzęsła się z zimna. Podniosła mnie i zarzuciła moją lewą rękę na plecy. Po jakimś czasie wydostaliśmy się i złapaliśmy jakiś samochód, który zawiózł nas do szpitala. Na miejscu pielęgniarki się mną zajęły, a dziewczyna zadzwoniła poinformować resztę. Wszedłem do sali gdzie lekarz mnie opatrzył.
- Rana nie jest poważna, więc nie trzeba operować. Założymy panu opatrunek i może jechać pan do domu. - wyciągnął bandaż, gazę i coś do oczyszczenia ran. Zabieg trwał ok. 20 minut - Proszę za tydzień przyjść na wizytę kontrolną.
- Dobrze. Mogę już iść? - zapytałem. Lekarz pokiwał głową i opuściłem salę. Wszyscy już tam byli. Rzucili się na mnie, jakby stało się coś poważnego. Lily się we mnie wtuliła jak w misia. 
- Dobrze że nic Ci nie jest. Dziękuję.
- Co się stało? - zapytałem już u niej w domu
- Ian mnie zdradził z Melissą. 
- Już jest dobrze. Co masz zamiar teraz zrobić.
- Wyjadę z miasta. Muszę sobie wszystko poukładać. 
- Rozumiem, ale pamiętaj że tutaj jest Twoje miejsce. Przy mnie i przy przyjaciołach. 
- Nie zapomnę. Dziękuję, że jesteś.

~~Cassie~~
Kiedy dowiedziałyśmy się o zdarzeniu natychmiast pojechałyśmy do Lily. Hazz właśnie opuszczał jej mieszkanie, a my poszłyśmy do jej pokoju. Nic nie mówiąc przytuliłyśmy ją. 
- Więc teraz we trzy jesteśmy wole.
- Jak to? Wy też?
- No tak. Liam mnie zdradził, a Chels z Niall'em się pokłócili.
- No to się porobiło. 
- Mam pomysł. Mój szef zaproponował mi pracę w New York'u. Co wy na to, żebyśmy wybrały się tam wszystkie trzy?
- Ja mogę jechać. 
- Ja też. Niech Liam zatęskni. To kiedy wyjazd?
- Nie wiadomo. Szef ma zadzwonić 15 minut wcześnie Pakować się - krzyknęła. Pomogłyśmy Lily w pakowaniu, a następnie pojechałyśmy do  mnie. Także pomogły mi się spakować. Zostałam sama w domu, bo dziewczyny pojechały do siebie. 

~Rano~
~~Chelsea~~
Zadzwoniłam do szefa.
- Witam szefie. Mam takie pytanie.
- Słucham
- Czy mogę zabrać dwie przyjaciółki ze sobą?
- Nie ma problemu. Już bukuję bilety. Do zobaczenia wieczorem. - rozłączył się. Wzięłam z szafy ubrania i poszłam się wykąpać. Zjadłam śniadanie i poszłam otworzyć drzwi. Wpuściłam Cass i Lily. 10 minut później zadzwonił szef i poinformował nas, że za piętnaście minut mamy być gotowe. Wystawiłyśmy walizki przed dom, a Lily zadzwoniła pożegnać z chłopcami. Kidy pan Evans podjechał wsiadłyśmy i ruszyliśmy na lotnisko. Poszłam po coś do picia. Kiedy wróciłam zobaczyłam chłopaków żegnających się z dziewczynami. Podeszłam do nich i też się pożegnałam. Niall nawet na mnie nie spojrzał. No cóż, trudno. 
- Dziewczyny musimy już iść do samolotu - podniosłyśmy walizki i ostatni raz się odwróciłyśmy żeby im pomachać. Po chwili siedziałyśmy już wygodnie w fotelach, a samolot wzbijał się coraz wyżej. Podziwiałyśmy piękne widoki. 
- Podać coś? - podeszła do nas stewardessa. 
- 3 wody prosimy - podała nam i poszła dalej. - Nie wierzę, że jadę spełniać moje życiowe marzenia - nadal nie dowierzałam. Lubię podróżować. Gadałyśmy tak długo, aż w końcu zasnęłam.

Rozdział XIV

Wróciliśmy do domu i całą piątką rzuciliśmy się na kanapę i włączyliśmy film. Był już wieczór, więc co po niektórzy zasnęli. Trzymaliśmy się tylko ja z Niall'em. Po jakimś czasie także odlecieliśmy w krainę snu.

~~Niall~~
Obudziłem się ze strasznym bólem pleców. Była jeszcze wczesna pora więc po cichu zwlokłem się z kanapy i udałem się do swojego pokoju po świeże ubrania, a następnie udałem się do łazienki, aby wziąć prysznic. Zwarty i gotowy do wyjścia zszedłem cicho po schodach i wyszedłem z domu. Pojechałem do Chels.
- Cześć kochanie - pocałowałem ją i wszedłem do środka. Słodko wyglądała w tej piżamce i w dodatku zaspana.
- Cześć. Co tak wcześnie tutaj robisz?
- Idź szybko na górę i ubierz coś na szybko.
- Okej, ale możesz powiedzieć mi o co Ci chodzi?
- Zobaczysz. Leć do góry - wbiegła po schodach. Usłyszałem dźwięk zamykanej szafy i zamknięcie drzwi do łazienki. Po 30 minutach była gotowa. Zakluczyła dom i ruszyliśmy do samochodu. Wyprzedziłem ją
- Proszę - otworzyłem jej drzwi od auta
- Dziękuję - wsiadła a ja zamknąłem drzwi i wsiadłem na miejsce kierowcy.
- Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy? - zapytała lekko podenerwowana
- Nie denerwuj się tak. Zaraz będziemy.
- Dlaczego Ty mi to robisz? Nigdy nie chcesz mi powiedzieć gdzie jedziemy - powoli dojeżdżaliśmy na miejsce
- O patrz już jesteśmy
- Co to za miejsce?
- Idziemy na masaż kiciu - skradłem jej buziaka
- Haha a wiesz, że wczoraj myślałam nad tym, żeby iść na masaż? - zaczęła się słodko śmiać co mnie również rozśmieszyło. Weszliśmy do środka. Ja płaciłem za nas oboje. Po chwili leżeliśmy już na leżakach.
- Dzień dobry. Gotowi państwo na masaż?
- Tak - odpowiedziała, a masażystki zabrały się za swoją robotę. Jakie to relaksujące. Mój mózg się opróżnił ze wszystkich myśli.

~~Chels~~
Masaż jest przyjemny, ale muszę powiedzieć Niall'owi o wyjeździe do New York'u. Jak ja mu to powiem? Później o tym pomyślę, a teraz relaks. Po godzinie opuściliśmy budynek.
- Niall musimy pogadać.
- No mów.
- Za 3 dni wyjeżdżam.
- Dokąd?
- Do New York'u
- Nie zgadzam się.
- Niall, no błagam, nie rób z tego problemu, proszę cię! Przecież to tylko dwa, góra trzy miesiące... Dla mnie to wielka zawodowa szansa, spełnienie marzeń!
- Dla ciebie. A co ze mną? - zirytował się
- Kochanie, te 2 miesiące szybko minął.
- Kto Ci zaproponował pracę?
- Jack Evans. Mój były szef. Mam zapewnione wszystko co mi będzie potrzebne
- O, widzę, że pan Evans o wszystkim pomyślał! Proszę, jaki zapobiegliwy... Masażystę i szofera też masz zapisanych w kontrakcie?
- O co ci chodzi?! 
- I ty mnie jeszcze pytasz, o co mi chodzi? Już zapomniałaś o incydencie z kwiatami i bransoletką? Jestem prawie pewien, że ten cały Evans ma wobec ciebie nieuczciwe zamiary! - zaczął krzyczeć
- To jakaś paranoja!On ma Żonę i dziecko. Ona sama mi pomogła wypełnić wniosek wizowy. Mówiłam Ci, że ma znajomości w New York'u. Myślisz, że ciągnęłaby mnie tam, gdyby coś było na rzeczy?! - nie wytrzymałam 
- A cholera ją tam wie! I tak się nie zgadzam! I koniec! - kategorycznie zabronił mi jechać. 
- A jak Ty wyjeżdżasz w te swoje trasy koncertowe, to myślisz że mi Ciebie nie brakuje? Ty wyjeżdżasz na dłużej, a mi nie pozwalasz spełniać marzeń?
- To co innego. To jest moja praca.
- A to jest moje marzenie.
- Nie kłóć się ze mną - spojrzał na mnie przerażającym wzrokiem.
- Bo co?
- Bo to będzie koniec naszego związku!
- To dobrze - wysiadłam z samochodu trzaskając drzwiami i szłam przed siebie z załzawionymi oczami. Nie wytrzymam. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wykręciłam numer telefonu i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Po 3 sygnałach usłyszałam męski głos.
- No co jest Chelsi? - zapytał szef
- Zgadzam się na wyjazd, ale mam jeden warunek. Wyjeżdżam jutro.
- Dla mnie okej. Poinformuję żonę i jutro przyjadę po Ciebie i pojedziemy na lotnisko.
- Dobrze. Do widzenia - rozłączyłam się i poszłam do domu.

~~Cassie~~

- Co to do cholery jest? - zapytałam ze łzami w oczach, kiedy Liam otworzył mi drzwi
- Kochanie to nie tak jak wygląda.
- A jak? - krzyczałam
- Nie denerwuj się. To wszyst...
- Nie chce tego słuchać. Powiedz mi tylko jedno. Kochałeś mnie w ogóle?
- Nadal kocham. Cass proszę wysłuchaj mnie. - prosił a ja nie chciałam słuchać.
- Nie Liam. Dostałeś już szansę. Drugiej nie będzie. Żegnaj.
- Cass ... - wołał mnie. Wybiegłam z klatki i dobiegłam do domu Chels. Na szczęście była w domu.
- Cassie co się stało? - zapytała przerażona
- Liam mnie zdradził. Zakończyłam ten związek. Nie chce go widzieć - jeszcze bardziej zaczęłam płakać. Zdziwiłam się bo Chels też zaczęła - A Tobie co?
- Nie jestem już z Niall'em. Ostro się pokłóciliśmy i tak wyszło.
- To nieźle. Jesteśmy znowu samotne. No cóż pora przestać płakać i zaczynamy piżama party - wytarłam łzy z policzka, a Chels zrobiła to samo. Zaopatrzyłyśmy się w potrzebne rzeczy i rozpoczęłyśmy nasz wieczorek. Liam i Niall ciągle dzwonili, ale odrzucałyśmy połączenia. 

~~Lily~~
Postanowiłam pojechać do Ian'a. Zapukałam do drzwi. Otworzył mój chłopak. 
- Obudziłam Cię? - był w bokserkach i wyglądał na zakłopotanego
- Nie. Kochanie przyjedziesz za godzinkę. Muszę tu trochę ogarnąć. 
- Mam tylko jedno pytanie - weszłam do środka i pocałowałam go w policzek. 
- No więc o co chodzi? - patrzał się w stronę łazienki
- Chcę rzu...- przerwałam kiedy zobaczyłam szkolną szmatę Melissę owiniętą w ręcznik. - A więc tak się bawisz za moimi plecami. Przecież każdy mnie ostrzegał przed Tobą, a ja głupia Ci ufałam. Teraz wiem, że przyjaciele nie kłamią. To koniec. - biegłam do lasu. Nie obchodziło mnie to gdzie teraz się znajduję. Za dużo mam w głowie.


----------------------------------------------------------
Tak mnie jakąś wzięło na rozstania. Może to przez humor ;c
Mniejsza o to. Rozdziały nie będą dodawane tak często jak w wakacje. Przepraszam :( Mam nadzieję że się spodoba rozdział